Wszystko zaczęło się w… sercu. Od buntu i wewnętrznej niezgody na smutną rzeczywistość. Zaczęło się od zderzenia dwóch skrajnie różnych światów.

Ona… Jolanta Bobińska – pełna energii kobieta biznesu, która właśnie została babcią. Zakochana w swoim wnuku. Spędzająca z nim godziny na zabawach i rozpieszczaniu.

On… wcześniak porzucony w szpitalu przez rodzinę. Drobny chłopczyk, podłączony do medycznej aparatury… którego domem od roku jest szpital. Bo nie ma innego miejsca.

Los styka ich ze sobą. Jest szok, jest wzruszenie, chwila smutku i zadumy. A potem już tylko bunt i pewność, że nie można odejść. Nie można Chłopca zostawić samego. Za chwilę okuje się, że dzieci w podobnej sytuacji jest więcej – bo nie ma dla nich miejsca w typowych domach dziecka, które nie są w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki. Chore, niepełnosprawne i potrzebujące leczenia dzieci mieszkają w szpitalach, domach pomocy, hospicjach. Jola Bobińska jest pewna: Trzeba to zmienić. Trzeba stworzyć dla nich dom.

Tak powstaje Fundacja „Dom w Łodzi”. To rok 2006. Pracy jest dużo. Jola Bobińska organizuje wszystko od podstaw, z pomocą rodziny, przyjaciół i przychylnych instytucji zdobywa lokal, fundusze, szkoli się. Jest świetnym pedagogiem, absolwentką AWF, zna się na biznesie i działalności gospodarczej, ale czuje, że wiedzę musi uzupełnić, bo wkracza w bardzo poważny, odpowiedzialny obszar. Dlatego dodatkowo kończy podyplomowe studia w zakresie pracy socjalnej i organizacji opieki społecznej oraz pedagogikę wieku dziecięcego.

Niektórzy pukają się w czoło, bo w jej wieku myślą już o emeryturze. Jola Bobińska ma 50 lat. I otwiera nowy etap życia. Nie tylko swojego. W 2007 roku otwiera pierwszy w Polsce dom dziecka dla chorych, niepełnosprawnych i porzuconych dzieci.